Zadłużenie Sosnowca – Eksplozja! – czyli „po nas choćby potop”
31.12.2008 – 41mln. długu
31.12.2009 – 118mln. długu
31.12.2010 – 226mln. długu (projekt)
przy rocznych dochodach budżetu miasta ok. 580mln.
Prezydent i część radnych idą na maxa. Nie swoje pieniądze wydaje się tak przyjemnie – tylu ludzi jest wdzięcznych, tyle ważnych potrzeb zrealizowanych, takie poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Trwa właśnie rywalizacja pomiędzy Prezydentem a częścią Radnych – komu uda się „dać” więcej. Bo Prezydent i Radni oczywiście „dają” pieniądze na sport, kulturę, służbę zdrowia, troszkę na drogi i wiele, wiele innych jeszcze ważniejszych potrzeb – uszczęśliwiając nas wszystkich. Wiadomo – na ROZWÓJ. Wszyscy zresztą wiedzą, że „zwłaszcza w czasie kryzysu – trzeba inwestować”. Nikt, nikomu „oczywiście” nie zabiera tych pieniędzy – wszyscy tylko dają. Pan skarbnik nawet ogłosił, że: „udało mu się dopiąć budżet”. Niezły żart – przy 118 milionów deficytu, z którego tylko 10 planuje się pokryć z resztek obligacji z bieżącego roku, a pozostałe – to kolejne zadłużanie.
Kompletne pomieszanie pojęć, ról i zadań – bazujące na niepełnej wiedzy wyborców i zakładanej – pasywnej bądź populistycznej roli mediów. Przedstawiając propozycje wydatków – Prezydent i część Radnych planuje wykorzystanie znanego „defektu” natury ludzkiej: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. W naszym przypadku nie zobaczymy nigdy setek tysięcy mniejszych lub większych rzeczy, bądź usług, które każdy z nas kupiłby, gdyby władza nie odebrała nam pieniędzy i nie postanowiła zaspokoić naszych potrzeb wedle własnych gustów władzy. Nie zobaczymy więcej wyremontowanych własnych mieszkań, lepszych samochodów, większej liczby książek, fajniejszych podróży, lepszego leczenia, czy jedzenia w niektórych przypadkach – na co my sami decydujemy i wydajemy własne pieniądze. Zobaczymy zaś to co Prezydent i Radni uznają za właściwe dla nas. Część z tych rzeczy jest zresztą wartościowa, tyle że zbyt często nieoptymalna, nietrafiona lub znacznie droższa od przeciętnej. Dla przykładu: za 20 milionów złotych mieszkańcy zbudowaliby około 40 domków po 500tys/szt. Pan Prezydent dobudował na Rudnej I niewiele więcej mieszkań na 3. i 4. piętrze, tyle że póki co nikt nie chce w nich mieszkać i „nasze” 20 milionów leży odłogiem.
Oczywiście potrzebujemy władzy dla organizacji określonego zakresu potrzeb społeczeństwa, jako całości. Nie wdając się jednak w szczegóły, potrzeby te powinny być realizowane w wymiarze, w jakim składamy się do wspólnej kasy. Zaciąganie długów przez władzę powinno należeć do wyjątków – i to bardzo solidnie uzasadnionych. Kredyt zaciągnięty przez samorząd, spłacać będziemy musieli przez lata – wszyscy. Olbrzymie zadłużenie dzisiaj – oznacza znaczne ograniczenie możliwości inwestycyjnych jutro, a na przykład brak rozbudowy dróg sprawi, że powoli zaczniemy grzęznąć w ulicznych korkach, tracąc czas i pieniądze.
Drugi rok z rzędu Prezydent proponuje 100 milionów deficytu w budżecie miasta, a gdy niektórzy Radni protestują – z całkiem nieźle udawanym żalem obwieszcza, że „radni hamują rozwój, jego dalekosiężne plany, wspaniałe inwestycje”. Wyborcy skołowani patrzą, słuchają – co jest grane?
Jaki procent społeczeństwa zna się na makroekonomii aby zrozumieć konsekwencje zadłużania miasta? Jaka część społeczeństwa jest odporna na techniki NLP stosowane zręcznie przez Prezydenta w jego nieustającej kampanii wyborczej?
Pozwolę sobie nieco schlebić odwiedzającym tę stronę czytelnikom, przyjmując założenie, że poziom zrozumienia rzeczywistości wśród tutejszych czytelników jest znacznie wyższy od przeciętnej. Bazując zaś na tym założeniu nieśmiało zaproponuję abyście Państwo spróbowali w swoim środowisku przekazać wiedzę na temat rozrzutności Prezydenta i części Radnych. Nawet jeśli nie wpłynie to na wynik wyborczy – to chociaż może podziała ciut otrzeźwiająco na przelicytowujących się „uszczęśliwiaczy”.