“To nie może być oferta”?
Pod artykułem na sosnowiec.info.pl pojawił się interesujący i merytoryczny komentarz, który ze względu na swoją reprezentatywność, formę i merytoryczne podejście do sprawy zasługuje na odpowiedź. Dziękuję „młodej”, że przekazała swoje wątpliwości, które jak zgaduję mogą również mieć inni. Pozwolę sobie więc wykorzystać te wątpliwości do podjęcia dyskusji. Wątpliwości młodej w cudzysłowiach. Moje odpowiedzi – pogrubione:
„Tak, z tym, że to nie powinno być traktowane jako oferta.”
Szukamy właściwych kandydatów na funkcję wychowawców w rodzinach zastępczych. Muszą spełniać określone wymagania, przejść odpowiednie przeszkolenie i otrzymają za swoją pracę określone wynagrodzenie i wsparcie finansowe. Możemy oczywiście nie używać wobec tego działania słowa oferta, ale nie bądźmy obłudni – to jest oferta.
„Jeśli ludzie, rodzice z tych wielodzietnych rodzin (czy też bezdzietnych, nieważne) wezmą sobie kolejne dziecko właśnie z tego względu, żeby na tym zarobić, to nie będzie dobre rozwiązanie dla tego dziecka. Przecież ono odczuje to, że jest w tej rodzinie tylko dlatego, że rodzinie się to opłaca pod względem finansowym!”
A czy dziecko nie ma podobnego odczucia, przebywając w domu dziecka? A nawet gorszego, bo tam widzi, że wychowawczyni jest z nim tylko przez max. 8 godzin, kilka dni w tygodniu. Czy uważa Pani za słuszne sformułowanie zarzutu pod adresem wychowawców w domu dziecka, iż ich jedyną motywacją są pieniądze? Czy uważa Pani, że wzięcie obcego dziecka do siebie do domu wymaga mniej altruizmu i poświęcenia niż opieka nad nim w miejscu pracy – w domu dziecka? To dlaczego stawiać taki zarzut rodzicom zastępczym? Zgadzam się z Pani opinią, że gdyby jedyną motywacją do wzięcia dziecka do rodziny zastępczej były względy finansowe, to byłoby to bardzo złe rozwiązanie. Takim sytuacjom powinna jednak zapobiegać kwalifikacja i selekcja kandydatów, dokonywana przez zespół psychologów – co jest robione. Rodzic zastępczy, przeliczając na godzinę pracy, otrzymuje aktualnie śmieszną stawkę 30gr/godzinę! Nie sądzę aby była to jakaś atrakcyjna oferta, która byłaby czynnikiem decydującym o zostaniu rodziną zastępczą. Liczę jednak na to, że znajdzie się dostatecznie duża liczba kandydatów, którzy już wcześniej gotowi byli poświęcić się dla dzieci – zostając rodziną zastępczą – a nie podejmowali się tego sądząc, że ich na to po prostu nie stać – nie mając wiedzy, że należy im się wsparcie finansowe.
„Ja oczywiście nie neguje pomysłu tak całkowicie, jednakże uważam, że te rodziny powinno się sprawdzać (nie tylko te wielodzietne, ale wszystkie), czy rzeczywiście nadają się na rodziny zastępcze. W końcu dziecko nie może kolejny raz cierpieć!”
Zgadzam się w 100% - i jest to robione bardzo wnikliwie. Drastyczne przypadki, o których czasem donoszą media oczywiście występują, częściej w rodzinach zawiązywanych ze względu na więź emocjonalną, o którym to dylemacie szerzej opisałem w liście do autorki reportażu w TVS.
„Zresztą zastanawiam się tak ogólnie czy rodziny zastępcze to taki dobry pomysł. W końcu dziecko przywiązuje się do swoich zastępczych rodziców, i tak naprawdę tylko ono wie, co czuje kiedy musi się z nimi rozstać. Niekiedy od nich jako pierwszych dostali miłość..”
Zgłasza Pani uzasadnioną wątpliwość, na którą częściową odpowiedź mogą być następujące kontrargumenty. Właściwe szkolenie kandydatów i rodziców zastępczych powinno przygotowywać ich do tworzenia relacji z dzieckiem adekwatnej do sytuacji, w jakiej się znajduje. Jeżeli są szanse powrotu do rodziny naturalnej lub adopcję – to rodzice zastępczy powinni starać się nie rozwijać więzi emocjonalnej ponad konieczne minimum – w miarę możliwości wyjaśniając dziecku jego sytuację – bez oszukiwania go, czy dawania fałszywych nadziei. Jeżeli natomiast prawdopodobieństwo pozostania w rodzinie zastępczej do czasu pełnoletniości graniczy z pewnością – wówczas powinno się na tyle pozwolić rozwinąć uczuciu przyjaźni, przywiązania i miłości, na ile ktoś potrafi. Zdarza się niestety, że rodzice zastępczy rezygnują ze swej funkcji i na pewno jest to kolejny dramat dla dziecka. Takie dramaty dzieci przeżywają również w domach dziecka, kiedy ich ukochana pani czy pan – wychowawcy, zmieniają pracę, idą na urlopy wychowawcze itp. To wszystko jest bardzo trudne – i nie ma sytuacji idealnych. Nie mam natomiast najmniejszych wątpliwości, że środowisko rodzinne – w domu, w mieszkaniu – jest o niebo lepszym rozwiązaniem niż dorastanie w zmieniającej się grupie, przy zmieniających się wychowawcach, w instytucji.