List do autorki reportażu w TVS nt. rodzin zastępczych | Krzysztof Haładus - lider PJN w Zagłębiu

List do autorki reportażu w TVS nt. rodzin zastępczych

Prywatne — 4.09.2009, 0:02

W telewizji TVS można obejrzeć reportaż, prezentujący rozpoczętą w Sosnowcu kampanię na rzecz pozyskiwania kandydatów na rodziny zastępcze, opartą o informację o wsparciu finansowym. Klikając tutaj można po reklamie obejrzeć reportaż, a rozwijając dalej ten tekst – list, jaki przesłałem do autorki reportażu, po jego obejrzeniu.

Sz. P. Anna Piątek

Obejrzałem w TVS przygotowany przez Panią reportaż dotyczący rodzin zastępczych. Cieszę się, że Pani poruszyła ten temat, chociaż nie do końca zgadzam się z przedstawieniem pewnych spraw.

W reportażu pada stwierdzenie że „motywacja materialna, w połączeniu ze złymi wyrokami sądu to fakty”. Wydaje mi się, że jest to pewne nieuprawnione uogólnienie, polegające na przypisaniu cech patologicznych wszystkim rodzinom zastępczym, bez wyraźnego wskazania źródła problemu. A źródłem tym jest dylemat przed jakim staje sąd, podejmując decyzję o przekazaniu dziecka do rodziny zastępczej, w sytuacji gdy dziecko ma mocną więź emocjonalną z krewnymi bądź bliskimi dla niego. Kocha dziadków, lub ciocię, a oni jego. Chociaż dziadkowie nie potrafili wychować własnych dzieci w taki sposób by potrafiły odpowiedzialnie zająć się dziećmi. Co ma zrobić sąd? – Przekazać dziecko do domu dziecka lub obcej rodzinie adopcyjnej bądź zastępczej, podczas gdy dziecko kocha dziadków? No ale dziadkowie nie gwarantują właściwego wychowania? Ale również kochają swoją wnuczkę czy wnuka, a przynajmniej deklarują, że się nią/nim zajmą – a dziecko ich kocha? Nie może tu być jednej odpowiedzi, która pewnie zawsze jest rozpatrywana indywidualnie i pewnie najczęściej polega na wyborze mniejszego zła. NIK w raporcie stwierdza, że Sądy ignorują negatywne opinie o kandydatach na rodziców zastępczych. Nie wierzę, że dzieje się tak w sytuacji, gdy nie ma mocnej więzi emocjonalnej pomiędzy dzieckiem a kandydatem ani też nie sądzę aby poddawało się to zawsze tak jednoznacznej ocenie, jak to zdaje się sugerować raport NIK.

Ten nierozwiązywalny problem, dotyczący rodzin zastępczych, zawiązywanych przez sądy z powodu istnienia więzi emocjonalnych, połączyła Pani w reportażu wprost z kampanią, którą próbujemy uruchomić w Sosnowcu, a której celem jest pozyskanie kandydatów na tzw. zawodowe rodziny zastępcze, bądź niezawodowe, ale w praktyce pełniące funkcję zawodowych. Chodzi o przeszkoloną grupę wyselekcjonowanych osób i małżeństw, które będą opiekowały się dziećmi, trochę podobnie jak wychowawcy w domu dziecka, z tym że:
– nie będą zmieniać się trzy razy na dobę;
– będą przy dziecku przez 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku, nie ograniczając się do 5-dniowego tygodnia pracy;
– nie będą chodzili na L4;
– nie będą chodzili na urlop;
- czyli będą wychowawcami stale – do czasu pełnoletności, a najczęściej dłużej. Możnaby powiedzieć że będą wychowawcami przeznaczonymi wyłącznie dla tego konkretnego dziecka, znającymi go doskonale, jego problemy, jego zdrowie i życie. Taka więź ma szansę z czasem przerodzić się w miłość – której każdy człowiek potrzebuje, prawie jak powietrza i wody! A nawet jeśli będzie to tylko przywiązanie czy przyzwyczajenie, to lepsze to, niż poczucie braku bycia dostrzeganym i ważnym dla kogoś. Zbliżeni do takiego modelu wychowawcy również niejednokrotnie zdarzają się w domach dziecka, ale żaden z tych wychowawców nie mieszka z dziećmi zawsze, nie mówiąc o tym, że pod opieką wychowawca ma kilkanaścioro dzieci, a nie jedno, dwoje, jak to ma miejsce w przeciętnej rodzinie.
Dodatkowo przebywając w domu dziecka, dzieci:
- są zagrożone przez niektórych zdemoralizowanych wychowanków.
- nie funkcjonują w normalnym mieszkaniu – nie uczą się naturalnych funkcji mężczyzny i kobiety, umiejętności współpracy w rodzinie, nie uczą się więc normalnego życia, jakie powinni prowadzić w wieku dorosłym.
Połączenie w reportażu kwestii, zawiązywanych przez sądy ze względu na pokrewieństwo, często nie najlepszych rodzin, z kampanią poszukiwania kandydatów na rodziców zastępczych – wychowawców, wykonujących swoją pracę zawodowo (identycznie jak w przypadku Pani Moniki, zasadnie ukazanej w reportażu w bardzo pozytywnym świetle) jest według mnie nieuprawnione.

Dodatkowo w reportażu pada stwierdzenie, że „Pani Monika tego co robi nie przelicza jednak na pieniądze”, sugerujące, że wypełnia ona swoją funkcję bez wynagrodzenia. W zestawieniu z tym, że ulotki w Sosnowcu mówią o pieniądzach, brzmi to w pewnym sensie jak oskarżenie wobec autorów ulotki. Matka zastępcza, występująca w reportażu jest zapewne wspaniałą osobą, wykonującą pracę, do której my również chcemy znaleźć kandydatów w Sosnowcu i bardzo słusznie mówi, że jej trudu i serca nie da się przeliczyć na pieniądze. Nie mam jednak raczej wątpliwości, że Pani Monika, podobnie jak większość rodziców zastępczych w dowolnej miejscowości w Polsce, dostaje za swoją ciężką pracę dokładnie takie samo wynagrodzenie lub wsparcie, o jakich informują sosnowieckie ulotki.

Mówi Pani również: „Liczyć mogą w Sosnowcu, bo ulotka kusi i owszem, ale kiedy jedni stawiają na promocję inni działają”. Pani Anno, „działać” w odniesieniu do ośrodka adopcyjnego, to znaczy pozyskiwać kandydatów na rodziny zastępcze. Wszyscy zgadzamy się z opinią, że dotychczasowe działania sosnowieckich instytucji nie przynosiły rezultatów. Ale nie można sugerować braku działania – w sytuacji, kiedy właśnie takie działanie jest uruchamiane. Ruda Śląska doszła do aktualnego stanu właśnie poprzez intensywną promocję, którą my właśnie w Sosnowcu dopiero zaczynamy. Przeciwstawienie tych sytuacji wydaje mi się nieuzasdnione, gdyż sugeruje, że nie powinniśmy w Sosnowcu promować rodzicielstwa zastępczego tylko „działać”, to będziemy mieli podobnie dobrą sytuację jak w Rudzie Śląskiej. „Działać” – czyli co? Mieć? Ale my nie mamy?

Chciałbym także przy okazji zwrócić uwagę na fakt, że w wyrażanych często opiniach i komentarzach niektórzy oczekują, że powinni znaleźć się ludzie, którzy bezinteresownie, a nawet dając wiele od siebie, będą wychowywali cudze dzieci. I mowa tu nie o słodkich maleństwach, do adoptowania których są długie kolejki. Mowa tu niejednokrotnie o dzieciach trudnych, sprawiających często problemy wychowawcze, czasem chorych, wulgarnych, bezczelnych, nie kulturalnych – deliktanie opisując niektóre bardzo trudne sytuacje i przypadki. Ilu ludzi Pani zna, którzy podjęliby się bezinteresownie harówki, jaką jest opieka nad takim dzieckiem przez 24 godziny na dobę i 365 dni w roku? Czy w związku z tym, że tych kandydatów jest za mało, jedynym miejscem dla takich dzieci, skrzywdzonych najczęściej przez swoich biologicznych rodziców, ma być dom dziecka, w którym, choćby nie wiem jak się wychowawcy starali, to szanse na prawidłowe wychowanie są niezbyt wielkie? Bo wystarczającej ilości świętych w naszej populacji, w skali całego kraju – po prostu nie ma.

Żeby tym dzieciom dać szansę na wychowanie w warunkach rodzinnych, trzeba znaleźć doskonałych fachowców – wychowawców i odpowiednio ich wynagrodzić, aby przerwać łańcuch patologii, który bardzo często przenosi się z pokolenia na pokolenie. Temu ma służyć kampania informacyjna, skierowana do kandydatów na rodziców zastępczych oparta o wynagrodzenie. Mam nadzieję, że przyniesie ona oczekiwany efekt i dzieci z domów dziecka trafią do domów rodzinnych, pod opiekę najlepszych wychowawców, dobrze wynagradzanych, za swoją wspaniałą, ciężką pracę.

Proszę wybaczyć mi pewne uwagi wyrażone przeze mnie w tym liście, bo jak napisałem na wstępie, ukazanie się tego reportażu w Telewizji TVS jest również elementem kampanii informacyjnej na rzecz rodzicielstwa zastępczego – co jest pewną wartością. Reportaż prezentuje zresztą punkt widzenia pewnej części ludzi, którzy, w mojej opinii, nie mają pełnej wiedzy o złożoności problemu i wszystkich uwarunkowaniach, a która to część opinii społecznej ma oczywiście prawo do wyartykułowania swoich wątpliwości. Sądzę, że reportaż częściowo w niewłaściwym świetle przedstawia podejmowaną w Sosnowcu kampanię na rzecz pozyskiwania rodzin zastępczych, która jest nadzieją dla ponad setki dzieci, przebywających w naszym mieście w domach dziecka. Jego emisja może stać się wszakże przyczynkiem do dykusji, która tę sprawę naświetli i wyjaśni, a przede wszystkim rozpropaguje idee rodzicielstwa zastępczego, jako najlepszej alternatywy dla domów dziecka.

Pozostaję w nadziei, że sformułowane przeze mnie uwagi przedstawiły sprawę w nieco szerszej perspektywie i może przy następnej okazji będą mogły zostać uwzględnione.

Z wyrazami szacunku
Krzysztof Haładus.
Przewodniczący Komisji Doraźnej Rady Miejskiej w Sosnowcu ds. adopcji i rodzin zastępczych.

Brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Subskrybuj kanał RSS dla komentarzy.

Skomentuj

XHTML: Możesz używać następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 
  • RSS
  • Twitter
  • Facebook
  • Nasza Klasa
  • YouTube